> Strona główna > Artykuły > Watykan > Afera Banco Ambrosiano
Artykuły
Semper invicta

7924 - WyświetleńTajne Szyfry Biblii
4226 - WyświetleńDogmaty – Przedmowa
Afera Banco Ambrosiano
Data 28/04/2011 21:56  Autor Andrzej Dominiczak  Kliknięć 13895  Język Polish

Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne.
List do Galatów 6: 7-8, Biblia Tysiąclecia




Rozdział 16. Afera Banco Ambrosiano

 

 

Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne.
List do Galatów 6: 7-8, Biblia Tysiąclecia

 

 

 

Wiadomość, że najwyższym zwierzchnikiem Kościoła katolickiego wybrano Karola Wojtyłę, tysiące oczekujących na placu św. Piotra przyjęły z niemałym zaskoczeniem. Wierni spodziewali się raczej, że papieżem zostanie któryś z wybitnych członków biurokracji watykańskiej: postępowy kardynał Benelli lub konserwatysta Siri. Nazwisko Wojtyły wprawiło ich w zakłopotanie. Nawet dziennikarze pytali się wzajemnie: „Kim jest ten Wojtyła?” - „To Polak” - odpowiadano i nikt nie umiał powiedzieć nic więcej.

 

Co innego, gdyby wybrano słynącego z niechęci do komunizmu kardynała Wyszyńskiego. O Wojtyle jednak nie słyszał nikt. Kim był? Jak temu młodemu kardynałowi udało się zasiąść na Piotrowym tronie po niespełna dwóch dniach głosowań?

Zaskakiwał nie tylko wynik konklawe. Uwagę zwracał również wygląd nowego papieża. Brakowało mu delikatnych rysów Jana Pawła I, Pawła VI lub Piusa XII. Mocna budowa ciała i prostackie maniery nowego papieża wydawały się obserwatorom zaprzeczeniem delikatnego wdzięku i wyrafinowania poprzednich zwierzchników Kościoła.[i] Niechętni mu ludzie wspominają, że brak obycia i nieokrzesanie szczególnie rzucały się w oczy podczas jego pierwszego publicznego wystąpienia. Wojtyła podszedł wtedy do grupy amerykańskich reporterów i składając ręce w geście skruszonego grzesznika, prosił ich, żeby byli dla niego „dobrzy”. W chwilę później, chcąc się przypodobać przedstawicielom prasy, papież zwinął dłonie w trąbkę i gromkim głosem pobłogosławił kłębiący się na placu przed bazyliką tłum - jak członek zespołu dopingującego podczas meczu futbolowego. Wizerunek Jana Pawła II jako pozbawionego taktu prostaka umocniły włoskie tabloidy, publikując zdjęcia na wpół nagiego papieża, zażywającego kąpieli słonecznej. Licio Gelli pokazał je przywódcy włoskiej Partii Socjalistycznej, Vanniemu Nistico, mówiąc: „Sam pan widzi, jakie trudne zadanie mają tajne służby. Jeżeli możliwe jest zrobienie takich zdjęć papieża, to może pan sobie wyobrazić, jak łatwo byłoby go zastrzelić”.

[ii]

Z upływem czasu świat dowiadywał się coraz więcej o przeszłości nowego Biskupa Rzymu. Jak się okazało, w młodości Wojtyła nie zamierzał zostać księdzem, lecz aktorem.[iii] Podczas okupacji niemieckiej pracował w kombinacie chemicznym. W późniejszych latach współpracował z partyzantką komunistyczną, gdzie nawiązał bliskie przyjaźnie z wieloma kobietami. Krążyła nawet plotka, że z jedną z nich się ożenił. Glebą, na której rozwijały się pogłoski i domysły, była między innymi tajemnicza luka w jego oficjalnym życiorysie z lat 1939-1944.

[iv]

Do opinii publicznej codziennie docierały informacje rzucające nowe światło na przyczyny wyniesienia Wojtyły na papieski tron. Wiele wskazuje na to, że jego sukces był w znacznej mierze wynikiem kampanii zainicjowanej i przeprowadzonej przez kardynała Villota i innych masonów z kolegium elektorskiego. Po wygranej Wojtyły kardynałowie nie świętowali zwycięstwa swojego kandydata, śpiewając hymny na jego cześć lub odmawiając oficjalne modlitwy. Zorganizowali za to galowe przyjęcie, podczas którego papież osobiście napełniał szampanem kielichy kardynałów i zakonnic, podśpiewując przy tym swoją ulubioną pieśń: „Góralu, czy ci nie żal?!”.

[v]

 

Jan Paweł II nie przeprowadził zmian zaplanowanych przez swojego poprzednika. Spółka Watykan miała powrócić do interesów w starym stylu. Villota ponownie uczyniono sekretarzem stanu, a biskup Marcinkus odzyskał stanowisko prezesa Banku Watykańskiego. Stolica Apostolska odnowiła także i umocniła więzy z Roberto Calvim i Licio Gellim. Bez ich udziału nie mogłoby dojść do najgłośniejszego skandalu w historii międzynarodowej finansjery - afery Banco Ambrosiano.

W latach siedemdziesiątych Bank Watykański nawiązał bliską współpracę z mediolańskim Banco Ambrosiano, gdzie Calvi był dyrektorem zarządzającym. Biskup Marcinkus był członkiem zarządu jednej z filii tego banku na wyspach Bahama.

[vi] Banco Ambrosiano miał obsługiwać katolickie rodziny i organizacje dobroczynne. Zgodnie z jego statutem żaden z akcjonariuszy nie mógł posiadać więcej niż pięć procent jego akcji. Dzięki temu mediolański bank świetnie się nadawał na pralnię pieniędzy dla mafii i loży P‑2. Należało tylko przejąć nad nim kontrolę i wyprowadzić poważne sumy, nie budząc podejrzeń policji i zarządu.

Calvi rozwiązał oba problemy przy pomocy swego przyjaciela biskupa Marcinkusa i Banku Watykańskiego. Bank, któremu szefował, zaczął udzielać ogromnych pożyczek ośmiu fikcyjnym spółkom. Dla zwiększenia wiarygodności tych firm pieniądze były najpierw kierowane na konta Banku Watykańskiego, co mogło sprawiać wrażenie, że w transakcjach uczestniczy Stolica Apostolska.

[vii] Sześć spośród ośmiu spółek miało swoje siedziby w Panamie. Były to: Astrolfine S.A., United Trading Corporation, Erin S.A., Bellatrix S.A., Belrose S.A. i Starfield S.A. Siódma, Manic S.A., zarejestrowana była w Luksemburgu, a ósma - Nordeurop Establishment - w Liechtensteinie. Fikcyjne spółki przeznaczały wielomilionowe pożyczki na realizację następujących celów: po pierwsze, na zwiększenie osobistego majątku Calviego i jego mafijnych kompanów; po drugie, na sfinansowanie nielegalnych operacji Licio Gellego i po trzecie - na zakup kolejnych pakietów akcji Banco Ambrosiano. Proszeni o przedstawienie zabezpieczeń dla pożyczek szefowie panamskich spółek przesyłali świadectwa zakupu akcji Banco Ambrosiano wraz z fałszywymi danymi na temat majątku swoich firm i przewidywanych ogromnych zysków z handlu zagranicznego. Dążąc do podwyższenia wartości akcji banku, Calvi oferował jego akcjonariuszom wysokie dywidendy i prawo do zakupu nowych akcji po cenie znacznie niższej od nominalnej. Chętnie opowiadał też bajki o świetlanej przyszłości banku i jego planach ekspansji w Ameryce Łacińskiej. Fikcyjne firmy kupowały coraz więcej akcji Ambrosiano i przedstawiały je jako zabezpieczenie dla kolejnych, jeszcze wyższych pożyczek, za które znowu kupowano akcje, dzięki którym pożyczano jeszcze więcej pieniędzy, i tak dalej, i tak dalej. Zaangażowane w te machinacje spółki nigdy nie płaciły odsetek od zaciąganych pożyczek. Dodawały po prostu należne z tego tytułu sumy do swoich zobowiązań, zabezpieczanych świadectwami zakupów kolejnych pakietów akcji Banco Ambrosiano. W ten sposób, krok po kroku, Calvi przejmował kontrolę nad zarządzanym przez siebie bankiem.

Jedną z panamskich spółek „wydmuszek”, Bellatrix, utworzył osobiście Calvi z Marcinkusem i trzema innymi członkami loży P-2: Licio Gellim, Umberto Ortolanim (któremu papież Paweł VI przyznał tytuł „Dżentelmena Jego Świątobliwości”) i Bruno Tassanem Dinem, dyrektorem wydawnictwa Rizzoli.[viii] Spółka Bellatrix przeznaczyła niemałą część ze 184 milionów dolarów, jakie wyłudziła od Banco Ambrosiano, na zakupu rakiet „Exocet” dla armii argentyńskiej, przygotowującej się do wojny o Falklandy z Wielką Brytanią. Bellatrix uzyskała tak wielki kredyt zabezpieczony akcjami Banco Ambrosiano, dysponując zaledwie 10 tysiącami dolarów kapitału własnego. Takim samym stanem konta mogła się pochwalić inna panamska spółka, Astrolfine, która wyłudziła z Banco Ambrosiano pożyczki na łączną sumę 486 milionów dolarów.

[ix] Na tych samych zasadach działały wszystkie fikcyjne spółki - żadna z nich nie dysponowała kapitałem przekraczającym 10 tysięcy dolarów, a mimo to udało im się pożyczyć setki milionów dolarów. Te nielegalne operacje doprowadziły do powstania gigantycznej bankowej „fatamorgany”, mitycznej potęgi finansowej, której majątek zainwestowany był w większości w pożyczki dla fikcyjnych spółek. Już wkrótce ten mit o potędze miał prysnąć jak bańka mydlana.

 

Machlojki z udziałem Banco Ambrosiano zwróciły wreszcie uwagę inspektorów z włoskiego Banku Narodowego. Zażądali oni szczegółowych informacji na temat działalności tajemniczych spółek, którym Ambrosiano tak chętnie udzielał ogromnych pożyczek. Calvi wyjaśnił, że spółki te utworzył Bank Watykański, aby za ich pośrednictwem prowadzić handel dewocjonaliami. Jako dowód wskazał fotografię dyrektorów Banco Ambrosiano Overseas w Nassau na Bahamach, na której widoczny był biskup Marcinkus. Ten osobliwy argument zadowolił bankowych inspektorów. Kimże byli oni, szeregowi urzędnicy państwowi, by podawać w wątpliwość legalność charytatywnej i gospodarczej działalności Kościoła rzymskokatolickiego.

 

Tak więc na razie bankowe machinacje mogły być kontynuowane niemal bez przeszkód. Z Banco Ambrosiano przelano ponad 1,3 miliarda dolarów na konta Banku Watykańskiego, skąd przekazywano je dalej, do Panamy, Luksemburga i Liechtensteinu, pomniejszone jednak o wysokie opłaty za pośrednictwo i denominację walut. Niewiele osób zauważyło, że pobieranie tych opłat było zupełnie nieuzasadnione, gdyż bank mediolański mógł dokonywać niezbędnych operacji bez pośrednictwa innej instytucji finansowej.

Kryzys zaostrzył się w 1979 roku, gdy Banco Ambrosiano miał wypłacić swoim klientom odsetki od depozytów. Problem był tym większy, że pod koniec dekady lat siedemdziesiątych stopy procentowe w bankach na całym świecie znacznie wzrosły. Wreszcie, w roku 1981, członkowie kierownictwa banku zażądali od Calviego niezbitego dowodu, że Watykan faktycznie sprawuje kontrolę nad zadłużonymi firmami. Jednocześnie włoska policja skarbowa wszczęła śledztwo w sprawie tych transakcji. Chcąc uchronić Kościół przed konsekwencjami udziału w nielegalnych operacjach, włoski minister skarbu Beniamiono Andreatta spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Watykanu kardynałem Casarolim i zażądał od niego natychmiastowego zerwania wszelkiej współpracy z Calvim.

[x]

 

Casaroli przedstawił sprawę Ojcu Świętemu. Jednak pieniądze z Banco Ambrosiano nadal napływały szerokim strumieniem do papieskiej szkatuły, toteż zignorował on ostrzeżenie włoskiego ministra.

Wraz z umacnianiem się kursu dolara w stosunku do lira pętla zadłużenia coraz silniej zaciskała się na szyi Roberta Calviego. W lipcu 1980 roku inspektorzy Guardia di Finanza odkryli nieprawidłowości w przepływach pieniężnych pomiędzy Banco Ambrosiano a fikcyjnymi spółkami z rajów podatkowych. Raport w tej sprawie przedstawiono sędziemu Lucce Mucciemu, który pozbawił Calviego paszportu i nakazał wszczęcie przeciw niemu dochodzenia.

[xi] Kilka tygodni później Dailo Abbruciati, płatny morderca na usługach mafii, zastrzelił w Mediolanie Roberta Orsona, członka zarządu Banco Ambrosiano. Dopiero po latach wyszło na jaw, że na kilka tygodni przed swoją śmiercią Orson zażądał od Calviego złożenia rezygnacji ze stanowiska dyrektora Banco Ambrosiano.

Mając w dalszym ciągu nadzieję na uratowanie kwitnącego interesu, Calvi wynajął wpływowego gangstera Flavio Carboniego, który obiecał doprowadzić do umorzenia śledztwa. Mafioso stosował wobec urzędników i inspektorów bankowych stare, wypróbowane metody perswazji: groźby i łapówki. W 1984 roku, gdy afera dobiegła wreszcie końca, inspektorzy włoskiej policji finansowej ujawnili, że z peruwiańskiej filii Banco Ambrosiano na jedno ze szwajcarskich kont numerowych Carboniego przelano w tamtym okresie ponad 30 milionów dolarów.

[xii]

 

Jednak mimo wysiłków Carboniego dochodzenie nie ustawało. Calvi nie miał wyboru, musiał szukać pomocy u biskupa Marcinkusa. „Śledztwo - tłumaczył swojemu świątobliwemu wspólnikowi - nieuchronnie doprowadzi do ujawnienia, że fikcyjne spółki były kontrolowane przez Watykan.” Marcinkus spełnił oczekiwania Calviego, dopuszczając się tym samym jednego z największych oszustw w historii Kościoła. Biskup wydał Calviemu „list patronacki”, w którym stwierdził, że „zadłużone spółki są godne zaufania, a ich cele i zadania znane są i popierane przez Stolicę Apostolską”. List napisany był na papierze firmowym Watykanu i datowany na pierwszego września 1981 roku. Jego tekst brzmi następująco:

 

Szanowni Panowie,

 

Niniejszym potwierdzamy, że bezpośrednio lub pośrednio kontrolujemy większość udziałów w niżej wymienionych firmach:

 

Manic S.A. z Luksemburga; Astrolfine z Panamy;

 

Nordeurop Establishment z Liechtensteinu;

 

United Trading Corporation z Panamy;

 

Erin S.A. z Panamy;

 

Bellatrix S.A. z Panamy; Belrose S.A. z Panamy; Starfield S.A. z Panamy;

 

Potwierdzamy także, iż znany nam jest fakt zadłużenia wymienionych firm wobec Panów w wysokości wynikającej z załączonego wykazu sald na 10 czerwca 1981 roku.

Załączone salda wykazywały, że zadłużenie tylko wobec filii Banco Ambrosiano w Limie sięgało kwoty 907 milionów dolarów. List podpisał arcybiskup Marcinkus i jego dwaj asystenci, Luigi Mennini i Pellegrini de Strobel.

[xiii]

Umowa z Marcinkusem obejmowała jeszcze jeden list, którego adresatem był Bank Watykański. Calvi zapewniał w nim, że z faktu zaangażowania się IOR we współpracę z fikcyjnymi spółkami „nie wynikną dla niego żadne zobowiązania, ani nie poniesie on w przyszłości żadnych szkód lub strat”.

[xiv]

W swoim komentarzu na temat „listu patronackiego” Michele Sindona powiedział dziennikarzowi Nickowi Toschesowi, że za wydanie go Calvi zapłacił Watykanowi 20 milionów dolarów.

[xv]

21 stycznia 1981 roku grupa mediolańskich akcjonariuszy Banco Ambrosiano, obawiając się, że cała prawda o nielegalnych transakcjach wyjdzie na jaw i posiadane przez nich akcje staną się bezwartościowe, wystosowała list do Jana Pawła II, w którym zwróciła się do niego o przerwanie podejrzanych powiązań pomiędzy Marcinkusem, Calvim, Ortanim i Gellim oraz o zbadanie przepływów wielkich kwot do spółek pozostających pod patronatem Watykanu. W liście, który napisano po polsku, żeby papież mógł go przeczytać w swoim ojczystym języku, czytamy: „IOR nie jest jedynie zwykłym akcjonariuszem Banco Ambrosiano. Jest ściśle powiązany interesami z Roberto Calvim. Jak wykazuje rosnąca liczba postępowań sądowych, Calvi jest głównym ogniwem łączącym wolnomularstwo najgorszego rodzaju (P-2) z mafią. Również ta działalność odbywa się przy współudziale osób popieranych i chronionych przez Stolicę Apostolską, na przykład Ortolaniego, który podtrzymuje kontakty pomiędzy Watykanem i potężnymi grupami międzynarodowego podziemia przestępczego”.

[xvi]

 

Jan Paweł II nigdy nie zaszczycił mediolańskich akcjonariuszy odpowiedzią na ich uprzejmy list. Zamiast tego, jakby na przekór, postanowił nagrodzić biskupa Marcinkusa za wierną służbę Stolicy Apostolskiej, mianując go przewodniczącym Komisji Pontyfikalnej ds. Miasta-Państwa Watykan. Tym samym Marcinkus został kimś w rodzaju gubernatora Watykanu, pozostając w dalszym ciągu szefem Banku Watykańskiego. Jednocześnie uzyskał godność arcybiskupa. Niestosowność tego awansu była tym większa, że nastąpił on 28 września 1981 roku, dokładnie w trzecią rocznicę śmierci Jana Pawła I - papieża, który zamierzał usunąć go z urzędu.

Jednak nawet jako arcybiskup Marcinkus nie mógł uratować przed upadkiem wzniesionego przez Roberto Calviego domku z kart. Roberto Rosone, dyrektor generalny i zastępca prezesa Banco Ambrosiano, żądał od niego ustąpienia ze stanowiska dyrektora i zwrotu przekazanych Watykanowi pieniędzy. Calvi poskarżył się na niego Flavio Carboniemu, który skontaktował się z Danilo Abbruciatim, przedstawicielem mafii sycylijskiej w rzymskim półświatku. Rosona zastrzelono rankiem 27 kwietnia 1982 roku, gdy wychodził z budynku, w którym mieściła się siedziby Banco Ambrosiano.

[xvii]

 

31 maja 1982 roku w piśmie skierowanym do zarządu Banco Ambrosiano Narodowy Bank Włoch zażądał przedstawienia pełnej dokumentacji kredytów udzielonych ośmiu fikcyjnym spółkom. Stosunkiem głosów 11:3, pomimo gwałtownych protestów Calviego, zarząd postanowił spełnić żądanie banku centralnego.

W tej sytuacji jedynym ratunkiem dla Calviego było pokrycie miliardowego deficytu pożyczką z Banku Watykańskiego. Pożyczka taka, jak utrzymywał bankier, byłaby w pełni uzasadniona, gdyż brakujące miliony trafiły w większości do Watykanu, który był faktycznym właścicielem fikcyjnych spółek. „Kościół powinien wywiązać się ze swoich zobowiązań, sprzedając część majątku kontrolowanego przez IOR. Jest to ogromny majątek. Wyceniam go na dziesięć miliardów dolarów. Aby pomóc Banco Ambrosiano, IOR mógłby zacząć sprzedaż swoich aktywów w ratach po miliardzie dolarów”.

[xviii]

 

Słowa Calviego należy traktować poważnie. Jeśli ktokolwiek w roku 1982 mógł mieć pojęcie o majątku Banku Watykańskiego, to właśnie Calvi, człowiek, który był jego wspólnikiem w setkach mniej lub bardziej nielegalnych operacji. Warto także pamiętać, że podana przez niego szacunkowa kwota nie uwzględniała stanu posiadania innych watykańskich instytucji: Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej (APSA), miasta-pań-stwa Watykan i Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów.

 

Pomimo naglących apeli Watykan odmówił udzielenia pożyczki Calviemu. Co więcej, przesłuchiwany przez włoskich inspektorów skarbowych Marcinkus zaprzeczył, jakoby miał cokolwiek wspólnego z jego machinacjami i z ośmioma fikcyjnymi spółkami. „Bank Watykański - tłumaczył inspektorom Marcinkus - był po prostu miejscem, w którym organizacje religijne mogły bezpiecznie przechowywać swoje pieniądze.” Dodał także, że nie warto sobie zaprzątać uwagi bankiem, którego aktywa nie przekraczają kilku milionów dolarów i który nie może się nawet równać z jakąkolwiek świecką instytucją finansową.

Calvi postanowił wyjechać z Włoch. Pakując walizki, powiedział jednemu z członków swojej rodziny: „W razie potrzeby ujawnię rzeczy, które wstrząsną posadami Watykanu. Papież będzie musiał zrezygnować”.

[xix]

 

W dniu, w którym Calvi zniknął wraz ze swoją czarną dyplomatką wypełnioną dokumentami, Graziella Corrocher, jego 55-letnia sekretarka, wypadła czy też została wyrzucona z piątego piętra siedziby Banco Ambrosiano w Mediolanie. Ciało kobiety z głuchym łoskotem spadło na rampę prowadzącą do podziemnego garażu. Policja nie zdołała stwierdzić, jaka była przyczyna wypadku i nikogo w związku z nim nie aresztowała.

Ciało Roberto Calviego znaleziono 17 czerwca 1982 roku wiszące pod Mostem Czarnych Mnichów (Black Friars Bridge) w Londynie. Bankier ubrany był w jasnoszary garnitur, na nadgarstku miał kosztowny zegarek firmy Patek Phillipe, a w portfelu ponad 20 tysięcy dolarów w różnych walutach. Zegarek i pieniądze świadczyły, że nie padł ofiarą rabunku. W jego kieszeniach znaleziono ponadto cztery pary okularów, fałszywy włoski paszport i pięć cegieł.

[xx]

 

Okoliczności tej śmierci natychmiast wzbudziły podejrzenia. Członkowie wielu lóż masońskich we Włoszech noszą czarne szaty i zwracają się do siebie per „bracie” jak zakonnicy; wolnomularzy we Włoszech nazywa się potocznie „Czarnymi Mnichami”. Wymowny wydaje się również fakt, że w kieszeniach zmarłego znaleziono cegły, „kamienie ociosane” symbolizujące wtajemniczenie masońskie wysokiego stopnia, oraz to, że powieszono go nad wodą przed godziną przypływu, a taką właśnie karę przewiduje dla zdrajców przysięga masońska.

 

Po upływie trzech tygodni śledczy przydzieleni do wyjaśnienia śmierci Calviego zawyrokowali, że „popełnił on samobójstwo”. Ich orzeczenie jednak unieważniono, a zespół dochodzeniowy w innym składzie nie potrafił rozstrzygnąć, czy bankier popełnił samobójstwo, czy został zamordowany. Dopiero szesnaście lat później, w roku 1988, w wyniku uporu syna Calviego, który nigdy nie uwierzył w samobójstwo ojca, ciało ekshumowano, a medycy sądowi uznali, że na bankierze dokonano mordu.

W jakiś czas potem Francesco Di Carlo, znany lepiej jako „Franek Dusiciel”, szef gangu handlarzy heroiną związany z mafią sycylijską, przyznał się do zabójstwa, zeznając, że popełnił je na rozkaz Pippiego Calo z rodziny Corleone. Zlecenie na zamordowanie Calviego wydano jako karę za zdefraudowanie milionów należących do mafii. Według Di Carlo Licio Gelli wręczył Calviemu dużą sumę pieniędzy, które miały być „wyprane” w jego banku. Tymczasem Calvi użył tych pieniędzy do pokrycia deficytu powstałego w wyniku udzielania pożyczek fikcyjnym spółkom. Dowiedziawszy się o tym, Gelli spotkał się z gangsterami z rodziny Corleone i pomógł im odnaleźć Calviego w Londynie. Pomógł im także zaplanować zamach na bankiera. W jakiś czas potem śledczy dowiedzieli się także, że w naradzie Gelliego z członkami rodziny Corleone uczestniczył jeden z wybitnych watykańskich finansistów.
[xxi]


[i] Avro Manhattan, Murder in the Vatican, Ozark Books, Springfield 1985, ss. 215-216.

[ii] David Yallop, W imieniu Boga. Śledztwo w sprawie zamordowania Jana Pawła I, Da Capo, Warszawa 1993, s. 483.

[iii] Carl Barnstein i Marco Politi, Jego Świątobliwość Jan Paweł II i nieznana historia naszych czasów, Da Capo, Warszawa 1999, ss. 41-47.

[iv] Manhattan, Murder in the Vatican, s. 216.

[v] Manhattan, Murder in the Vatican, s. 216.

[vi] Rupert Cornwell, God's Banker: An Account of the Life and Death of Roberto Calvi, Victor Gallancz Ltd., Londyn 1984, ss. 208-209.

[vii] Malachi Martin, Rich Church, Poor Church, G.P Putnam & Sons, Nowy Jork 1984, ss. 68-69; por. także: Paul L. Williams, Everything You Always Wanted to Know About the Catholic Church But Were Afraid to Ask for Fear of Excommunication, Doubleday, Nowy Jork, 1990, ss. 263-264.

[viii] Yallop, W imieniu Boga, s. 433.

[ix] Yallop, W imieniu Boga, s. 433.

[x] Yallop, W imieniu Boga, s. 436.

[xi] Cornwell, God's Banker, s. 126.

[xii] Yallop, W imieniu Boga, s. 471.

[xiii] Cornwell, God's Banker, s. 250.

[xiv] Yallop, W imieniu Boga, s. 444.

[xv] Nick Tosches, Power on Earth: Michele Sindona's Explosive Story, Arbor Books, Nowy Jork 1986, ss. 247-48.

[xvi] Yallop, W imieniu Boga, s. 448.

[xvii] Cornwell, God's Banker, s. 175.

[xviii] Yallop, W imieniu Boga, s. 451.

[xix] Manhattan, Murder in the Vatican, s. 256.

[xx] Cornwell, God's Banker, s. 198.

[xxi] „New Tests Say Calvi Was Murdered", BBC News, 19 kwietnia 2002.


Autor  Andrzej Dominiczak


Materiał nadesłany do redakcji portalu www.andrzejstruski.com
Redakcja Portalu nie ponosi odpowiedzialności za nadesłane materiały i treści w nich zawarte.